Porównanie skuteczności nowoczesnych metod osuszania budynków z wilgoci podciaganej kapilarnie

 

 

Kryteria techniczne

Różni autorzy zajmujący się problematyką porównań skuteczności metod osuszeniowych posługują się bardzo często jednostronną wiedzą podręcznikową, z natury rzeczy dość ogólną i znacznie opóźnioną w stosunku do nowości, które pojawiają się w publikacjach czy referatach wygłaszanych przez specjalistów przed poważnymi gremiami krajowymi czy międzynarodowymi.

Intencją tego wywodu jest zaprezentowanie poglądu, że wiele opinii porównawczych prezentowanych jest na podstawie spłyconej argumentacji merytorycznej pozwalającej na manipulowanie oceną. Jeśli doda się do tego własną interesowność w postaci wykazania wyższości własnej technologii nad konkurencyjną to badacze tacy zbyt łatwo wpisują się w znaną maksymę „cel uświęca środki”. Literatura z tego zakresu dostarcza wiele dowodów na takie podejście nie mające nic wspólnego z obiektywną oceną i nazywana jest terminem „urynkowienie nauki”.

W celu odwrócenia tego trendu i skierowanie go na kryteria parametryczne oceny, pozwolę sobie ten trudny temat przedstawić z uwzględnieniem mojej wiedzy na ten temat zaprezentowanej w wygłoszonym referacie na Sympozjum ”Healthy building” w 1995r. w Mediolanie we Włoszech.
Wygłoszenie mojego referatu pt. ”Crystalline injection metod for driving dampness off building walls” było prezentacją moich odkryć zmieniających dotychczasowe poglądy na znane nam przyczyny zawilgocenia murów na skutek kapilarnego podciągania wody z gruntu. Orientacyjna wysokość podciągania wody z gruntu przez mury budowli zabytkowych wynosi około 4 m nad poziom gruntu, dodam, że jest to dość typowy obraz tego zjawiska w budownictwie.

W literaturze naukowej oraz w opiniach specjalistów z tego zakresu wiedzy – podaje się, że za zawilgocenie murów odpowiedzialne jest w takich przypadkach – wyłącznie kapilarne podciąganie wody z gruntu – opisane już dokładnie znanymi nam wszystkim wzorami fenomologicznymi, w których specyficzna budowa kapilar i ich promień decydują o wysokości podciągania wody przez dany materiał budowlany, z którego wykonany jest budynek.

Prowadzone przeze mnie kilkunastoletnie badania w skali laboratoryjnej i na doświadczalnych murkach, że wilgoć może być podciągana kapilarnie w warunkach jednakowej temperatury gruntu, wody i muru, tylko do wysokości nie większej niż 50-100 cm.

Jednakże w warunkach naturalnych posadowienia budynku występują w stosunku do badań laboratoryjnych istotne różnice, polegające na tym, że temperatura gruntu oraz muru w danym czasie jest mocno zróżnicowana w zależności od pory roku a nawet i doby. 

W wyniku tych różnic temperatur np. w zimie grunt jest cieplejszy (ma wyższą temperaturę) niż mur powyżej poziomu gruntu, w lecie jest na ogół odwrotnie, powstają w murze specyficzne różnice potencjałów między strefą fundamentów i murem ponad gruntem i między tymi strefami będącymi termoogniwami przepływa prąd elektryczny, powodujący określone skutki w zakresie ruchu wody w kapilarach.

Jest w tym zjawisku pewna analogia do drzew, w których w okresie lata soki podciągane są do wysokości ich koron a w zimie samoczynnie spływają do korzeni – czyli w kierunku gruntu, który w okresie zimy ma wyższą temperaturę niż część nadziemna drzewa.

Moim zdaniem właśnie te warunki temperaturowe i elektryczne powodują, że znane nam wszystkim typowe zjawisko podciągania kapilarnego, ma tylko maksymalnie 20% wpływ na wysokość podciągania wody w murach. Pozostałe 80% podciągania związane jest ze zjawiskiem różnic temperaturowych i powstających termoogniw w murach.

W wyniku przepływu prądów elektrycznych rzędu ok. 30mA zachodzą w murach nieprzerwane procesy elektrolizy cieczy kapilarnych i rozpuszczonych w nich soli nieorganicznych. Produkty elektrolizy w postaci gazów – jako lżejsze – dyfundują w górne partie murów i na skutek wytwarzanego podciśnienia, podciągają w górne partie wodę w kapilarach do wysokości nawet 6 metrów.

Wynikiem elektrolizy jest także zakwaszenie murów w strefie anody (przy fundamentach) tam bowiem wytwarzane są gazy typu Cl2 i SO4 . Gazy te dyfundują w górne partie murów i powodują zmianę odczynu cieczy kapilarnych z alkalicznego na kwaśny. Powoduje to dodatkowy ruch cieczy kapilarnych w górę, bowiem woda w tych zmienionych warunkach kwasowości uzyskuje w kapilarach ładunek ujemny.

Według moich spostrzeżeń, w warunkach naturalnych posadowienia budynków, układ anoda w strefie fundamentów i katoda w części nadziemnej funkcjonuje tylko wtedy, gdy temperatura gruntu jest niższa niż powietrza w atmosferze i gdy ciecze mają odczyn alkaliczny.

W pozostałych przypadkach układ zostaje zakłócony i wówczas od wytworzonej izolacji poziomej dowolną metodą wymaga się, aby była ona wodoszczelna, gazoszczelna i jednocześnie aby spełniała w pewnym stopniu rolę izolatora elektrycznego.

Na ogół wszystkie znane sposoby izolowania murów próbują jedynie spełnić warunek wodoszczelności i dlatego tyle jest z nimi kłopotu w praktyce budowlanej
.

Kryterium wodoszczelności, gazoszczelności i izolacji elektrycznej spełnia metoda Iniekcji Krystalicznej®, wykorzystująca do wytworzenia przepony przeciwwilgociowej w murach unikalne zjawisko samoorganizacji kryształów w kapilarach materiałów budowlanych.

Wymagania techniczne dla metod osuszania budynków

 

 

Sytuacja rynkowa sprecyzowała swoje wymagania co do oczekiwań od technologii osuszeniowych. Duża wilgotność muru nie może być ograniczeniem dla penetracji środków iniekcyjnych do blokady przeciwwilgociowej, to jest zwiększenie wilgotności nie może zmniejszać promienia penetracji.

Środki iniekcyjne nie mogą być toksyczne a trwałość wytworzonej blokady musi być o wiele dłuższa niż w przypadku iniektów silikonowych. Ponadto technologia nie może szkodzić zabezpieczanemu murowi ani chemicznie ani fizycznie. Nie może też zasolenie murów wpłynąć na zmianę efektywności technicznej zastosowanej metody.

W omawianiu tej kwestii pomijam celowo metody mechaniczne osuszenia murów, które ze względu na swoje niszczące działanie i ograniczenia w stosowaniu stanowią mniejsze zastosowanie na rynku usług w tym zakresie.

Próbę zmierzenia się z eliminacją wad metod iniekcyjnych, o których pisałem wyżej, jest pomysł stosowania iniektów blokujących wilgoć pod ciśnieniem, przez tzw. pakery. Oczywiście te sposoby nie eliminują wad samego środka iniekcyjnego i podlegają tym samym ograniczeniom jak wyżej opisane, lecz samo ciśnienie nie zwiększa w sposób zadowalający promienia penetracji iniektu. To że zużywa się go więcej niż podczas stosowania metodą grawitacyjną, nie jest wystarczającym dowodem na zwiększenie penetracji w kapilarach odpowiedzialnych za kapilarne podciąganie wody.

Zwiększenie użycia środka iniekcyjnego, w tym i całej palety stosowanych ostatnio mikroemulsji silikonowych, wynika z faktu, że iniekt pakowany jest w grubsze kapilary i pory i tak nie biorące udziału w transporcie wilgoci oraz w szczeliny i rozwarstwienia murów.

Tym ograniczeniom podlega także metoda parafinowa stosująca pod ciśnieniem rozgrzaną do temperatury 160OC parafinę lub wosk często w połączeniu ze wstępnym podgrzaniem muru w celu usunięcia nadmiaru wilgoci z przestrzeni iniektowanej. O metodzie tej stara się dobrze pisać tylko jej autor z ATR z Olsztyna. Krytyka tej metody pod wieloma aspektami zawarta jest w książce niemieckiego autora Franka Frosnela. Mnie też nie udało się stwierdzić pozytywnych rezultatów tej technologii.

W tym miejscu pojawia się pytanie, czy istnieje na rynku lub w programach rozwojowych, technologia osuszania budynków, która byłaby w stanie sprostać oczekiwaniom rynku budowlanego i konserwatorskiego eliminująca w części lub w dużej mierze wady wyżej opisanych metod osuszeniowych?

Jakie to były problemy?

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce w tym i w Europie stosowana była technologia iniekcyjna angielskiego autora Patera Cox’a, zwana chemicznym procesem impregnacji murów. Iniekt w postaci silikonianu sodowego (PCM-8) w wodnym roztworze był podawany grawitacyjnie w wywiercone otwory w murze przez system zbiorniczków zamontowanych w otworach osuszanego muru.
Słabość tej technologii polegała na ograniczonej penetracji środka iniekcyjnego w zbyt mocno zawilgoconych murach. Powyżej 8-9% wilgotności promień penetracji na tyle się zmniejszał, że czynił metodę nieskuteczną w takich przypadkach. Trzeba dodać, że uciążliwa dla murów wilgotność zaczyna się  powyżej tej granicy.

W moich publikacjach oraz na licznych konferencjach naukowych w kraju i za granicą przedstawiane były wielokrotnie na czytelnym diagramie przyczyny ograniczonej skuteczności wielu rozwiązań impregnujących w tym i metody angielskiej. Z diagramu tego jasno też wynikały kierunki rozwojowe dla metod osuszeniowych, wytwarzających w zawilgoconych murach bariery przeciwwilgociowe

W tym czasie w technice obserwuje się kryzys metod elektroosmotycznych, których zawodność jest już powszechnie dostrzegana. Szczególnie porażające są przykłady zwiększonego zawilgocenia murów zaledwie kilka lat od zainstalowania systemu elektroosmotycznego.

Wbrew logice i uzyskiwanym wynikom środowisko konserwatorskie w Polsce preferowało w tym czasie i w latach następnych tą technologie,  w pracach konserwatorskich aż do czasu samooceny, kiedy uznano, że należy skończyć ze stosowaniem tej technologii.

Nic to nowego, gdy H Massari znacznie wcześniej, bo 20 lat temu zdyskredytował metodę elektroosmotyczną wraz z metodą Knapena. Jako generalny konserwator Włoch kazał wyrzucić te metody z Włoch. 

Aby uwzględnić ograniczenia metod iniekcyjnych w mocno zawilgoconych i nadmierne zasolonych murach, w Polsce w Politechnice Warszawskiej powstała koncepcja połączenia metod iniekcyjnych i elektroosmotycznych w jedną technologię. Tak zrealizowała się metoda elektroosmozy z hydrofobizacją i jej rozwojowe wersje w postaci metody elektroiniekcyjnej i metody elektroiniekcji dynamicznej.

Metody te stawały się coraz droższe w stosowaniu ale i jak pokazała praktyka budowlana ich skuteczność techniczna była często loterią pomiędzy zaletami teoretycznymi a praktyką wykonawczą. Ocena tych metod znalazła się w publikacjach różnych autorów polskich.

Ostatecznej oceny tej grupie metod dokonały oceny toksykologiczne stosowanych środków iniekcyjnych. Podobny los oceny higienicznej dotknął także następczyni tych metod a mianowicie metody termoiniekcyjnej . A stało się to dnia 12 marca 1996r. , w którym nastąpił całkowity zakaż stosowania lotnych benzyn w płynach iniekcyjnych do osuszania murów budynków. Skończył się tym samym okres epidemii toksykologicznych z tego powodu i ustały dwuznaczne sytuacje co do szkodliwości stosowanych środków iniekcyjnych tego rodzaju w przeszłości i aktualnie.

Tak więc problemy stosowania coraz droższych sposobów podsuszania strefy murów przed iniekcją środków blokujących wilgoć, a następnie wtórne problemy związane z toksycznością stosowanych iniektów sprawiły łącznie, że rynek skurczył się dla tego typu technologii w bardzo znaczący sposób do eliminacji niektórych z nich włącznie.

Obrońcy tych metod nie wiele zdziałali bowiem rynek dokonał oceny niekorzystnej.

Autorowi artykułu niezręcznie jest pisać o własnej technologii Iniekcji Krystalicznej® - wykorzystującej do blokady przeciwwilgociowej unikalne zjawisko samoorganizacji kryształów, ale ze względów na liczne weryfikacje międzynarodowe w postaci siedmiu złotych medali z wyróżnieniem na Kontynentalnych Wystawach Wynalazczości, tysiące zastosowań i ostatnie wielkie wyróżnienie w postaci „Człowiek Roku 2006” w American Biographical Institute U.S. i wyróżnień uniwersytetu Cambridge w Angli – podtrzymują trend sukcesów tej technologii, oraz liczne krajowe wyróżnieni, nie osiągalne przez inne technologie, pozwalają na rekapitulację, że technologia Iniekcji Krystalicznej® w dużej mierze spełnia oczekiwania rynku – a o to przecież chodzi.

 

Dr inż. Wojciech Nawrot
Wojskowa Akademia Techniczna
czł. zwycz. Akademii Inżynierskiej w Polsce

pełny tekst w formacie pdf